Zerwał ze mną.
____________________
Niby chce, niby nie chce, chuj wie.
___________________________________
Byłam pewna, że tego nie zrobi. Zabolało.
___________________________________________
Byłam dziś u lekarza, bo wyglądałam jak dalmatyńczyk, dostałam takiej alergii, że w nocy wgl nie spałam i myślałam, że umrę. Dostałam zastrzyk i jakieś tabletki, jest już lepiej. Żeby dostać się do lekarza czekałam z godzinę. W związku, że musiałam pokazać zmiany na skórze najłatwiej było pokazać je na przedramionach, gdzie na lewej mam pełno blizn po samo okaleczaniu, doktor od razu je zauważyła i się zapytała o jakieś problemy zaburzeniami osobowości, powiedziałam, że depresja i że było to jakieś 3 lata temu. Nie wkurzyłam się bo nie ma o co, ale zrozumiałam, że będę miała je do końca życia, co prawda i tak chcę je jakoś zamaskować tatuażami na przykład, ale nie wiem czy na wszystkich bliznach się da.
Kiedy je robiłam byłam pewna, że zawsze będę mogła je usunąć laserowo i będzie git, nie będzie nic widać. Jaka ja głupia byłam. Kilka miesięcy temu poszłam do dermatologa, nie tylko z bliznami, ale z pryszczami, wypadającymi włosami, łamiącymi się paznokciami i pieprzykami. Powiedział, że blizny można wygładzić ogólnie, a te po przypalaniu (tak, dobrze przeczytaliście, nie komentujcie tego jakoś specjalnie, wyrosłam) można jedynie wyciąć i zszyć specjalnymi szwami u chirurga plastycznego, także nie powiem, ładnie się wjebałam.
To nie tak, że się jakoś specjalnie wstydzę tej ręki, ani nie tak, że ją jakoś pokazuję. Jak ludzie nic nie mówią o bliznach jest spoko, czuję się komfortowo, samej mnie blizny nie przeszkadzają za bardzo. Nie lubię po prostu jak ktoś za bardzo zwraca na to uwagę.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą lekarz. Pokaż wszystkie posty
niedziela, 25 stycznia 2015
sobota, 6 października 2012
43. She's not me.
Łatwiej się zniszczyć niż odnaleźć.
Łatwiej odejść niż zostać.
Cały czas dokonujemy wyborów. Czy walczymy o kogoś czy odpuszczamy. Czy komuś pomożemy czy pozwolimy mu tonąć.
W każdej napotkanej osobie szukam jego. Jakiegoś szczegółu, który by go przypominał. Żałuję, żałuję, że zaczęliśmy rozmawiać. Żałuję, że wstawiałam na fb te wszystkie cytaty z MARVELA. To było niepotrzebne, to uczucie, czy jak by to tam nazwać, jest niszczące, nic dobrego z tego nie przychodzi...
Byłam dzisiaj u psychiatry, matka powiedziała, ze nie biorę znowu leków...Dużo dzisiaj było gadaniny z lekarzem.W końcu doszły do wniosku, albo inaczej, mama zdecydowała, że na razie nie będę miała leków. Następną wizytę mam za 2 tygodniu (normalnie jest raz w miesiącu), pani Kamila znowu proponowała mi, żebym była tam na ośrodku, na dziennych. Oczywiście, nie chcę. Nie widzę powodu tam być, nie widzę powodu chodzić tam nawet raz na miesiąc, nie widzę powodu brania leków.
Po lekach nie czuję się wcale tak dobrze, niby jest lepiej, mniej się kłócę (o to przede wszystkim chodzi matce -.- ), jestem "szczęśliwsza", to słowo mi nie pasuje, ale nie wiem jak inaczej to określić. Po lekach czuję się sztuczna, jakbym to kompletnie nie była ja. Czuję się gorzej od tych wszystkich plastików z mojej klasy. Mam wrażenie, że jestem fałszywa, że wszystko udaję. Nie podoba mi się to.
Co do tego, że napisałam "jakbym to kompletnie nie była ja", bez leków też się tak trochę czuję. Nie wierzę, że do prowadziłam się do takiego stanu, i ciała i psychiki. To też nie jestem ja, moje prawdziwe ja zostało na początku gimnazjum. Gdzieś tam się zatraciło. I nie mogę już się znaleźć.
Łatwiej odejść niż zostać.
Cały czas dokonujemy wyborów. Czy walczymy o kogoś czy odpuszczamy. Czy komuś pomożemy czy pozwolimy mu tonąć.
W każdej napotkanej osobie szukam jego. Jakiegoś szczegółu, który by go przypominał. Żałuję, żałuję, że zaczęliśmy rozmawiać. Żałuję, że wstawiałam na fb te wszystkie cytaty z MARVELA. To było niepotrzebne, to uczucie, czy jak by to tam nazwać, jest niszczące, nic dobrego z tego nie przychodzi...
Byłam dzisiaj u psychiatry, matka powiedziała, ze nie biorę znowu leków...Dużo dzisiaj było gadaniny z lekarzem.W końcu doszły do wniosku, albo inaczej, mama zdecydowała, że na razie nie będę miała leków. Następną wizytę mam za 2 tygodniu (normalnie jest raz w miesiącu), pani Kamila znowu proponowała mi, żebym była tam na ośrodku, na dziennych. Oczywiście, nie chcę. Nie widzę powodu tam być, nie widzę powodu chodzić tam nawet raz na miesiąc, nie widzę powodu brania leków.
Po lekach nie czuję się wcale tak dobrze, niby jest lepiej, mniej się kłócę (o to przede wszystkim chodzi matce -.- ), jestem "szczęśliwsza", to słowo mi nie pasuje, ale nie wiem jak inaczej to określić. Po lekach czuję się sztuczna, jakbym to kompletnie nie była ja. Czuję się gorzej od tych wszystkich plastików z mojej klasy. Mam wrażenie, że jestem fałszywa, że wszystko udaję. Nie podoba mi się to.
Co do tego, że napisałam "jakbym to kompletnie nie była ja", bez leków też się tak trochę czuję. Nie wierzę, że do prowadziłam się do takiego stanu, i ciała i psychiki. To też nie jestem ja, moje prawdziwe ja zostało na początku gimnazjum. Gdzieś tam się zatraciło. I nie mogę już się znaleźć.
I lost myself years ago.
<3. Lana
Subskrybuj:
Posty (Atom)